Praca nad sobą to nie tylko trening. To połączenie trzech równie ważnych elementów: pracy nad ciałem, pracy nad psychiką i pracy nad tym co jemy.
W poprzednim wpisie wspomniałam, jak często myślenie w głowie kobiety (ale nie tylko kobiet to dotyczy) na jej własny temat, mało ma wspólnego z rzeczywistością lub jest mocno przesadzone. Obserwując i pracując z kobietami lata, wyciągam wniosek, że ciało jest wynikiem tego co myślimy o sobie w środku. Ale też tego jak sobie radzimy z problemami, z emocjami, z wyzwaniami.
Mam dla Ciebie zadanie. W chwili gdy będziesz miała chwilę prywatności, idź do dużego lustra i posłuchaj co do siebie zaczniesz w głowie mówić. Daj sobie chwilę. Słuchaj tych myśli jakbyś stała z boku. Czy to co słyszysz, powiedziałabyś w twarz innej osobie?
To co najczęściej do siebie mówisz, staje się Twoją rzeczywistością. Pamiętaj o tym proszę.
Jeżeli słyszysz codziennie pozytywne rzeczy na swój temat (nie tylko w swojej głowie ale i z najbliższego otoczenia) to łatwiej zauważasz coraz więcej takich pozytywów również w innych. Oczywiście masz wtedy lepszy humor, jesteś radośniejsza, masz większą chęć do działania. A jak to się ma do dbania o siebie? Mniej zajadasz, mniej słodyczy, lepsze produkty i większa uwaga by wybory były zdrowsze. Dobre samopoczucie w środku to mniej „przytulania siebie” jedzeniem.
Jeżeli natomiast sama siebie na co dzień krytykujesz, wtedy wpadasz w coraz większą otchłań negatywnego postrzegania. Nie tylko siebie ale i wszystkiego dookoła. Humor gorszy, mniejsza cierpliwość, krótszy lont złości i odreagowywania na innych… a za tym idzie zajadanie tych emocji, poprawianie sobie humoru jedzeniem (najczęściej niezdrowym).
Pomyślisz może teraz „łatwo jej powiedzieć nie zajadaj”. Nie łatwo, bo sama mam tak samo, dzielę się z Tobą tym co sama już przerobiłam i czego się nauczyłam.
Co możesz zrobić? Możesz zacząć łapać te negatywne myśli. Nie mów, nie powtarzaj ich na głos. Umysł podświadomy nie rozróżnia prawdy od fałszu (czy żartu). Pewnie, że na początku będzie trudno. Ale im częściej się na tym złapiesz, dasz sobie argument na plus, tym mniejszą moc będzie miał krytyk. Będzie Ci lepiej samej ze sobą.
Podkreślam, nie chodzi tylko o myśli dotyczące Twojego ciała – tylko Ciebie całej jako kobiety. Jedno z drugim jest ściśle połączone.
Czasami jest to zbyt trudne by zmieniać te myśli w pojedynkę. Bardzo często robimy wszystko by tylko nie myśleć, uciekając w pracę, używki, zajeżdżanie się codzienne na siłowni, dziesiątki innych zadań itp. Aby tylko nie zaczepiać problemu. Warto wtedy przepracować źródło krytykujących w głowie myśli na terapii. To najlepsze co mogłam dla siebie zrobić w życiu.
Praca nad psychiką, nad postrzeganiem siebie – jest o wiele trudniejsza niż praca nad ciałem, tutaj nie widać zmian, nie można ich zważyć, zmierzyć centymetrem. Często trwa latami. Ale i tak warto… Czas i tak minie.



Trzymam kciuki!
Emilia Maremi


Dodaj komentarz