W październiku 2024 minęło 12 lat od rozpoczęcia na dobre mojej przygody z siłownią i szeroko pojętym „dbaniem o siebie”. Zmieniło się totalnie wszystko. We mnie, w moim myśleniu, życiu prywatnym, otoczeniu. Jak to ja, mam swoje przemyślenia na ten temat.
My kobiety, ZAKRYWAMY się, ukrywamy się na różne sposoby. Niektóre z nas robią to bardzo umiejętnie. Ukrywamy się za setkami rzeczy, za dziećmi, za „złym” partnerem, za słabą pracą… Powodów mamy tysiące, każda swoje. Czasem prawdziwe… ale często nierealne i wyolbrzymione. I tu pojawia się magiczne pytanie. Czy potrafimy na siebie patrzeć bez ubrań, bez masek w lustrze? Bez tego wszystkiego co nas ZAKRYWA?
Czy potrafimy dostrzec prawdziwą SIEBIE? Prawdziwy powód czemu nie jesteśmy z siebie zadowolone?
Jak często się oglądasz nago w lustrze?? Śmiało, przyznaj się sama przed sobą. Przed rozpoczęciem swojej przygody na siłowni, nie lubiłam swojego odbicia, więc nawet na siebie nie patrzyłam. Tak, nie lubiłam swojego ciała. Miałam masę kompleksów. Moje myśli z tamtych lat i to co słyszę od dziewczyn na siłowni to te same teksty. „Jak będę ważyć 5X kg to będę zadowolona. Gdy z przodu będzie 5/6/7 to mi wystarczy. Jak pozbędę się tego i owego to będę mogła powiedzieć, że jestem zgrabna. Jak zbuduję większą pupę to będzie super.” No i mam w pamięci kobietki (łącznie ze mną), które osiągnęły swój cel, a tu niespodzianka. Nadal niezadowolona z siebie.
Wniosek idzie sam, tu niema znaczenia cyferka z przodu, to jaka to waga, czy chodzi o brzuch, nogi, pupę i drugi podbródek itp…. Tu mało istotne jest jak wyglądamy ale bardziej jak siebie widzimy. Przyznam się Wam kobietki, czy ważyłam 50kg czy 65kg to i tak nie byłam zadowolona, nie czułam się kobieco.
Aktualnie, po latach zwiększania perspektywy i pracy ze swoimi myślami, ciała raczej już nie krytykuję (przyszła pora na ogarnianie głębszych warstw, poniekąd efektem są te przemyślenia) a jak już to łapię się na tym w miarę na bieżąco i daję krytykowi kontrargument pozytywny.
krytyk: „Masz gruby brzuch”
kontra: „Ale mam zgrabne nogi”
krytyk: „Masz cellulit na tych nogach”
kontra: „Większość kobiet go ma, to totalnie normalne”
Oczywiście wszystko się dzieje „w głowie” ale przyznajmy szczerze, potrafimy mówić sobie o wiele gorsze rzeczy. Gdy zaczynamy z tymi myślami dyskutować, się spierać, krytyk nie ma wtedy takiej mocy, nie psuje nam humoru (albo robi to mniej).
Z mojego doświadczenia pracy z kobietami wynika, że jak piękna by nie była, to zawsze znajdzie coś co jej nie pasuje. Pamiętam jak znajoma, piękna, eteryczna, delikatna blondyneczka ok 65kg, nazwała siebie otyłą. Jak to mną wstrząsnęło!
Absolutnie nie twierdzę, że nasza waga nie ma znaczenia, ma wielkie znaczenie dla zdrowia, tak samo jak sam ruch i aktywność. Ale widzę, że równie mocno musimy pracować nad swoim postrzeganiem siebie. To tu dzieje się najwięcej w PRACY NAD SOBĄ.
Akceptacja nie oznacza bierności!
Akceptacja nie oznacza, że mam nadwagę/otyłość i dalej nic z tym nie robię. Jest odwrotnie, im więcej szczerego, dobrego, czułego patrzenia na siebie, tym bardziej się staram dbać o ciało, o zdrowie, o to co jem.


Ciąg dalszy tematu w kolejnym wpisie….
A jeżeli masz chęć popracować nad sobą, zapraszam do kontaktu.
Emilia Maremi

